Reklama
  • Wtorek, 26 kwietnia 2016 (09:05)

    Pokucie. Kraina karpackich górali

Mimo zmienionych po II wojnie światowej granic państwowych, związki Pokucia z Polską są nierozerwalne. Kraina ta była w granicach Korony już za panowania Kazimierza Wielkiego. Położone między Siedmiogrodem, Mołdawią i Dniestrem Pokucie było najdalej na południowy wschód wysuniętą częścią II Rzeczpospolitej. Najmniej dostępną i przy tym najbardziej tajemniczą.

Reklama

O atrakcyjności Pokucia zdecydowała nie tylko karpacka przyroda: dzika, trudno dostępna i malownicza, ale także mozaika żyjących tutaj grup etnicznych – na północy Bojków, a na południu Hucułów.

To głównie za przyczyną tych ostatnich zaczęto na początku XIX w. odkrywać Pokucie. Bo choć obie grupy wykształciły własną kulturę i tradycję, objawiającą się w gwarze, stroju, zwyczajach, religii i budownictwie, to o Hucułach wiedziano niewiele.

Poza karpackimi góralami, jak nazywa się Hucułów, żyli też na Pokuciu Ormianie. Niejakie Kuty nazywane były nawet „małą stolicą polskich Ormian”, bo do 1939 r. znajdowało się tutaj największe ich skupisko w kraju. Kto wie, czy to właśnie nie od nazwy tej miejscowości wywodzi się nazwa całej krainy.

Most na Czeremoszu w Kutach stanowił ostateczną granicę Rzeczypospolitej. Można było powiedzieć, że Polska sięgała aż „po Kuty”. To jedynie nasze dywagacje, bo o źródła nazwy Pokucia spierają się nawet badacze.

Niezależnie od tego Kuty warto odwiedzić. Miasteczko nad Czeremoszem założył w 1716 roku hetman wielki koronny i wojewoda kijowski Józef Potocki. Głównie dzięki Ormianom kwitły w Kutach rzemiosło i handel. W okresie międzywojennym do Kut przyjeżdżało się po znakomite wyroby.

Miasto słynęło jako ośrodek tkactwa, hafciarstwa i garncarstwa. Na wypoczynek jeździło się za to do Kosowa, który zasłynął z zakładu przyrodoleczniczego ekscentrycznego Apolinarego Tarnawskiego. Dziś Kosów znany jest z odbywającego się w każdą sobotę ogromnego targu.

Zjeżdżają na niego nie tylko mieszkańcy okolicznych wsi i miasteczek, ale również sami karpaccy górale. Można tu kupić huculski syr czy bryndzę, ale także wszelkiego rodzaju cebulki i sadzonki, różnej maści sprzęt gospodarczy, jak i małą świnkę czy pisklęta.

Kto ma szczęście, może znaleźć prawdziwy huculski keptar – wyszywaną ręcznie kamizelkę z owczej skóry.

O prawdziwe szczęście jednak trudno. Nie będzie nam za to potrzebne w stolicy Pokucia, Kołomyi. W tutejszym Muzeum Pokucia i Huculszczyzny zgromadzono prawdziwe skarby związane z życiem Hucułów, ich zwyczajami i kulturą. Jest jednak w Kołomyi inne ciekawe miejsce, niezwykle popularne Muzeum Pisanki.

W jego bogatych zbiorach znajdują się pisanki z całego świata, wykonywane rozmaitymi technikami, na bazie wypreparowanych jaj różnego ptactwa, ale także ze szkła, drewna, a nawet kamienia. Tej placówki nie sposób przeoczyć.

Część zbiorów umieszczono w kilkunastometrowej konstrukcji w kształcie – oczywiście – pisanki. Mimo że Kołomyja liczy dziś 70 tys. mieszkańców, nie przypomina gwarnego, tętniącego życiem i handlem miasta sprzed wojny, gdy obok siebie żyli Polacy, Rusini, Rumuni, Czesi, Niemcy, Węgrzy i Słowacy.

Spotykali się u tego samego krawca, chodzili do tej samej piekarni, zamawiali piwo u tego samego dostawcy. W mieście kwitł handel, usługi, rzemiosło, przemysł. Dziś barwnymi czasami międzywojnia można się już tylko zachwycać w muzealnych wnętrzach. Tamte czasy bezpowrotnie minęły, pozostały wspomnienia.

W mieście można jednak znaleźć kilka perełek. Jedną z nich jest obraz Madonny z Kołomyi. Od wieków był w mieście czczony cudowny obraz przypominający Czarną Madonnę z Częstochowy. Podobieństwo nie jest przypadkowe – to kopia najstarszej, obok lwowskiej, kopii Jasnogórskiej Madonny.

W 1946 r. wyjeżdżający z Kołomyi Polacy chcieli wywieźć swój cudowny obraz, by ocalić go przed bolszewikami, ale nie zgodzili się na to Ukraińcy. Niebezpiecznej misji podjęły się siostry Petronela Kossowska i Zuzanna Perejma.

Malowidło przez lata było ukryte w Krakowie, by trafić do ołtarza kościoła parafialnego w Skomielnej Czarnej koło Myślenic. W 1993 r. w wykonano kopię obrazu i przekazano ją w darze do nowej parafii rzymskokatolickiej w Kołomyi. I właśnie ten obraz wisi tam dzisiaj.

M&M Osip-Pokrywka

Ile to kosztuje: Z Warszawy do Kołomyi jest 600 km. Drogi na Ukrainie są coraz lepsze, a paliwo wciąż tańsze niż u nas. Z Przemyśla do Kołomyi jeżdżą autobusy. Bilet kosztuje ok. 45 zł. By wjechać na Ukrainę, musimy mieć paszport.

Ceny: Mimo znacznego wzrostu cen, zarówno hotele jak i gastronomia są tańsze niż w Polsce. Dwójka kosztuje ok. 70 zł. Porządny obiad to równowartość 20 zł na osobę.

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Kuty | kraina | K.O. | ko | za | KUL | kuce | kuc | Kula | kula | muzeum | korony | ormianie | Ormian

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.