Reklama
  • Piątek, 15 kwietnia 2016 (13:00)

    Norwegia. Hemesdal - prawie jak w Alpach

Położone pośród wichrowych wzgórz północy Europy, Hemsedal oferuje wspaniałe warunki narciarskie dla ludzi z fantazją. Tutaj można pokochać dzikość norweskich gór.

Zdjęcie

/Arch./Fotolia
/Arch./Fotolia

Pierwszym, który odkrył Hemsedal dla turystów, był norweski polarnik Fridtjof Nansen. Słynny badacz okolic podbiegunowych odwiedził miejscowość w 1898 r. i zakochał się w niej. Swą miłość do Hemsedal zaczął też natychmiast rozgłaszać na prawo i lewo. Jak Tytus Chałubiński swe ciepłe uczucia do mroźnego Zakopanego.

Reklama

Dzięki pasji, z jaką ten wpływowy Norweg (laureat pokojowego Nobla, znany z pieszej eksploracji Grenlandii i zdobywania północy statkiem „Fram”) opowiadał o tej małej wsi w Skandynawskich Alpach, szybko zmieniła się ona nie do poznania. Z zaniedbanej wioski zmieniła się w mały, ale w sezonie gwarny, kurort wszelkich sportów zimowych. Historię Nansena przypomniał mi ktoś w hotelu Alpin Lodge.

Przy najlepszej kawie w mieście patrzyłam przez okno na niemal 50-letnie wyciągi narciarskie. Norwegowie mają we krwi skromność i oszczędność. Skoro wyciąg działa, to się go nie wymienia, choćby miał pół wieku!

Hemsedal leży w sercu krainy, której Norwegowie nadali nazwę Skandynawskich Alp. Kiedy pierwszy raz ją usłyszałam, spodziewałam się widoków jak z Chamonix. Myślałam, że zobaczę ostre turnie, gołe, skalne ściany i lodospady. A trafiłam w góry, które dużo bardziej niż Alpy przypominały mi... Beskidy! Z jedną wielką różnicą. Zamiast strzelistych świerków oblepionych białym puchem, zbocza wzgórz porastały karłowate drzewa liściaste.

– Tak wygląda prawdziwa tundra – powiedział zagadnięty Norweg i dodał, że dzięki temu ze szlaków narciarskich są lepsze widoki, bo nic nie zasłania zjazdu. Czarne drzewa, powykrzywiane przez wiatr, wyglądały na tle śniegu niczym jakaś abstrakcyjne dzieło sztuki. Im wyżej wjeżdżałam wyciągiem, tym mniej ich było dookoła. Gdy dojechałam na szczyt, czekała na mnie już tylko naga, ośnieżona góra.

Ruszyłam w dół. To, co mnie od razu uderzyło, to nie tyle perfekcyjnie przygotowane trasy (48!), słońce i błękitne niebo, co kultura jazdy narciarzy i rodzinna atmosfera.

Mimo rozkwitu kurortu, próżno w Hemsedal szukać narciarstwa na skalę przemysłową

Wszystkie instalacje, trasy narciarskie i otaczająca je infrastruktura są stylowo i z dobrym smakiem wpasowane w dziką przyrodę. Mają w końcu służyć człowiekowi w cieszeniu się nią, a nie mu w tym kontakcie z naturą przeszkadzać!

Próżno też szukać na stokach głośników atakujących uszy wątpliwej jakości przebojami. Nazajutrz dzień przywitał nas gęstym śniegiem. Nasz przewodnik uznał, że to nie powód do lenistwa. Pojechaliśmy więc na skutery śnieżne. Nigdy wcześniej nie próbowałam dosiadać tego skrzyżowania sanek i motocykla z małym czołgiem. Czułam przed nim obawę. Na szczęście okazało się, że sam skuter, choć ma moc małego samochodu, prowadzi się łatwo i gładko.

Mimo iż skutery śnieżne dla Norwegów są zwyczajnym środkiem zimowego transportu (bo jak tu inaczej poruszać się zimą na północy!), to jednak z uwagi na ich głośne silniki nie wszędzie można nimi jeździć. Wybraliśmy taką trasę, żeby nie niepokoić zwierząt ani innych turystów. Przeżycia były niezapomniane! Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie podróż, którą odbyliśmy raczej w stylu Nansena. Pojechaliśmy bowiem w dzikie, górskie okolice Hemsedal prawdziwymi psimi zaprzęgami.

Husky, powiązane po 5-6 do jednych sań, biegły co sił w nogach. Trzymałam się mocno drewnianych sań, pamiętających z pewnością jeszcze czasy naszych dziadków, które psy rozpędzały do prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę! Gnały przez łąki, pędziły przez las, aż w końcu wypadły na otwartą, płaską przestrzeń. Tam daliśmy psom odetchnąć, co wykorzystały radośnie tarzając się w śniegu. A my... no cóż, z pomocą przewodnika zrobiliśmy przerębel i sprawdziliśmy jak gruby jest lód. Nasza przerwa wypadła bowiem na środku zamarzniętego jeziora! Oto właśnie Norwegia, za jaką będę tęsknić.

Ile to kosztuje

Loty do Oslo są dość tanie (ok 150-200 zł). Stamtąd kolejne 200 km busikiem lub wynajętym samochodem (ok. 3 godzin) lub pociągiem do Gol (ok 3,5 godz. – bilety za ok 240 zł na www.nsb.no) i dalej lokalnym autobusem. W Hemsedal jest sporo hoteli i pensjonatów, w których ceny wahają się od 350 zł do 2 tys. zł za noc. Strony w sieci po polsku: www.visitnorway.pl oraz www.norwegofil.pl/

Marzena Hmielewicz

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Alpy | Alpy

Zobacz również

  • W blasku zimowego słońca pięknem zadziwiają nawet zwykłe kamienice, a wieczorem kawiarenki zamieniają się w świątynie muzyki więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.