Reklama
  • Środa, 10 sierpnia 2016 (13:00)

    Miejsca w Paryżu, które trzeba zobaczyć

Stolica Francji przyciąga teraz oczy piłkarskiego świata. Ale ona nie potrzebuje powodu, by zachwycać. Robi to o każdej porze roku. Najbardziej chyba w sierpniu, gdy paryżanie wyjadą na urlop.

Reklama

Podobno stolica Francji jest miastem, gdzie chciałoby spędzić weekend najwięcej ludzi na świecie. To może banalne, ale Paryż naprawdę jest miastem marzeń. I nie zmieniły tego nawet ubiegłoroczne zamachy. Dla Polaków marzeniem byłby biało-czerwony Paryż po triumfie piłkarzy w Euro 2016.

Jak przystało na miasto słynące z wybitnych kucharzy i wykwintnych restauracji, trzeba je smakować. Najlepiej przez okrągłe 24 godziny, o każdej porze doby. I każdy znajdzie w nim swój ulubiony smak.

Dla jednego będzie to widok z wieży Eiffla, dla drugiego inna panorama – spod bazyliki Najświętszego Serca na szczycie Montmartre. Jeszcze inni wybiorą zwiedzanie: Luwru, Wersalu lub Musee d’Orsay z imponującą kolekcją impresjonistycznego malarstwa. Moje smaki są trochę inne, może nawet nieco nietypowe...

Tak, przyznaję się, że marzyłam o Paryżu jak te 75 procent ludzi na świecie. I w końcu pewnego pięknego wiosennego dnia, dzięki tanim liniom, swoje marzenie zrealizowałam. Miałam niecałe trzy dni na odkrycie tajemnicy magnetycznej siły miasta, które przez stulecia mieniło się stolicą świata, a według samych paryżan jest nią nadal.

Pierwszy obrazek to dziedziniec przed Luwrem. Tak, ten znany dzisiaj z bestsellerowej książki Dona Browna i jej ekranizacji („Kod Leonarda da Vinci”).

Trafiłam tu nad ranem, kiedy miasto budziło się dopiero do życia

Usiadłam na ławeczce naprzeciwko i czekałam na wschód słońca. Podeszli do mnie policjanci, grzecznie zapytali co tu robię i po upewnieniu się co do mojej trzeźwości poszli dalej. Ale było to w czasach, gdy nikt nie potrafił wyobrazić sobie bombowych zamachów w miastach Europy.

Było w tym banalnym widoku coś magicznego, jakaś wyczuwalna obecność tych, którzy przed wiekami rządzili stąd, tu się kochali, zdradzali, czasem zabijali. To możliwe jest chyba tylko w porze, o jakiej opuszczał swą kryjówkę Dzwonnik z Notre Dame.

Przenosimy się zatem do gotyckiej katedry w sercu miasta. W moim wspomnieniu wyłania się delikatnego zmierzchu. Po jej zamknięciu usiadłam nieopodal, podziwiając zdobność imponującej fasady. Było cicho, mało ludzi. I nagle teren wokół dosłownie zawirował i zapłonął. Pojawili się uliczni tancerze z pochodniami.

Gra światła i cieni, przecinanych figurami kreślonymi przez ogień. To było tak fascynujące, że zapatrzył się nawet Azjata siedzący obok na trotuarze. Przerwał na minutę lub dwie misterne wycinanie cudownych „rzeźb” z marchewek, buraków, jabłek. Może ten ogień przypomniał mu smoki pozostawione gdzieś tam w ojczyźnie na drugim końcu świata?

No i Paryż za dnia – ucieczka przed zgiełkiem i coraz bardziej, już nieznośnie nagrzewającymi się murami. A gdzie jest najchłodniej? Można spróbować wycieczki statkiem Sekwaną. To chyba najpiękniejszy, zmieniający się co kilkadziesiąt sekund widok miasta od jego najpiękniejszej strony.

Można jednak wybrać... cmentarz. Oczywiście Pere-Lachaise z grobem Chopina i setki innych bohaterów podręczników historii. Jeden z nich niemal pół wieku od śmierci przyciąga swoich wielbicieli codziennie. To Jim Morrison – poeta, pijak, narkoman, wokalista The Doors. Zagubiony nadwrażliwy geniusz.

Fani, dla których duch czasów buntu, używek i nieskrępowanej wolności wciąż żyje nie tyle tu przychodzą, co przy grobie Jima żyją. Grają, dyskutują, piją, jedzą. À propos jedzenia. Oczekiwałam po Paryżu czegoś wyjątkowego. Nie na poziomie restauracji z gwiazdkami, bo na nie mnie nie stać, ale czegoś ekstra. Wyjątkowi okazali się tylko kelnerzy.

Przyjście o niewłaściwej porze (bo np. lunch serwowany jest od... do i poza tym czasem kelner uzna nas za niewidzialnych), zajęcie stolika w nieodpowiednim celu (kawa tylko przy barze!) wpędzi nas w stres. Zwłaszcza, gdy nie znamy języka Moliera. Bo przecież we francuskiej stolicy świata powinniśmy mówić po francusku. Zatem spróbuję: Paris, mon amour!

Informator

Ile to kosztuje: Najtańsze bilety lotnicze kosztują poniżej 100 zł (78 zł Wizz Air, Ryanair), ale dolecimy do najbardziej oddalonego od centrum (80 km) lotniska Beauvais-Tille.

Dojazd busem od 13 euro, taksówką od 35 euro. Doba w prostym hoteliku w dobrej dzielnicy od 250-300 zł za dwójkę. Bilet na rejs kupiony online – od 13,50 euro, wieża Eiffla – wjazd na szczyt 17 euro (w wieku 12-24 lat – 14,50 euro).

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Zadziwiające miasto, gdzie podczas jednego spaceru można przejść przez trzy państwa: Szwajcarię, Francję i Niemcy. Miasto inne, co podkreśla w swoim motto: Bazylea działa inaczej. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.